![]() |
![]() |
|||
![]() |
![]() |
|
||
![]() Pięknego sobotniego poranka, dnia 1 maja, kameralny oddział kajakarzy, uzbrojony w cierpliwość w temacie: co przyniesie sezonu nowego początek, osiodłał się w 14 osobowego mikrobusa i zaczął podążać na północ kraju. Tam podobno niegdyś, w okolicach Nidzicy, widziano źródła rzeki Wkry, której to szlak oddział postanowił ujarzmić w czasie długiego weekendu. Na miejsce do miejscowości Piątek oddział dotarł w sobotę, trochę późniejszym 'rano', około godziny 11. Tam też, wspomagany nawigacją satelitarną, odnalazł nas po ciężkich zmaganiach wynikających z nierozróżnialności przez satelity lewego od prawego brzegu rzeki, Michał Makówka, który to, podobnie jak i prowadzony zwykłą ziemską mapą cały pęczek przesympatycznych, wytrawnych Imprezowiczów, dowożących w trybie indywidualnym na miejsce zdarzenia Martusię, miał pod prąd. Opóźnienia w lokalizowaniu miejsca rozpoczęcia Imprezy oraz nielicznych uczestników liczne zbłądzenia, których próba opisania w skróconej formie została podjęta w zdaniu poprzednim, wyniknęły - jak później ustalono - ze skrzyżowania zbyt dokładnego opisu miejsca zrzucenia kajaków na rzece Wkrze w Piątku (Piątkach) w sobotę z dość skomplikowanymi trajektoriami satelitów, biorących udział w wyliczaniu pozycji tegoż miejsca startu na rzece. Sprzęt został sprawnie rozładowany oraz wrzucony do wody razem z kajakarzami jeszcze przed południem. Już po krótkim czasie płynięcia wiadome było, że zakończenie etapu zostało ustalone zbyt pochopnie - pogłębianie górnego odcinka Wkry wiosłami szło nad wyraz mozolnie, aczkolwiek zakończyło się. Etap został pokonany za pomocą silnej woli każdego uczestnika, przy moście Wola - Zakrzewko. Cały oddział dopłynął i wygłodniały dzielnie przemierzał zaciskając kajaki w zębach nadwkrzańskie łąki, aby po krótkiej podróży busikiem pochłonąć pierwszy sobotni gorący posiłek. Szybkie rozdanie zamków.. znaczy domków, tj. kluczy do zamków domków. Potem to już była sama sielanka. Najpierw kosmiczny zachód słońca na pomoście, później piwko pod domkiem.. a droga zarówno z domku na piwko, jak i do domu nie była łatwa ... i ogólna integracja :-) i tak aż do kolejnego etapu - w końcu to spływ. Rankiem w niedzielę oddział uległ nie do końca obudzeniu i wywiezieniu ponownie na zimną i mokrą rzekę. Po integracji dnia wczorajszego był on mniej kompletny o równowartość trzech domków. W związku z tym na wodę zeszliśmy w bardzo okrojonym składzie. Warunki atmosferyczne dawały nam popalić obfitym deszczem przeplatanym niekulistymi piorunami oraz utratą łączności zarówno z bazą noclegową "Kownatki Beer Center", jak i z centrum dowodzenia rozproszonego po terenie całego kraju, ze swoimi siedzibami głównie w Olsztynie i Warszawie. Ponieważ sytuacja na wodzie stawała się coraz bardziej kretyńska:) poziome strugi deszczu były skutecznie odpierane salwami śmiechu, co było jedynym naszym ratunkiem. Tutaj podziękowania znanej z poprzednich wypraw Ribce, która z powodu braku możliwości wzięcia udziału w akcji, starała się zapanować nad warunkami meteorologicznymi z poziomu centrali. Bardzo dzielnie przekazywała gorące informacje drogą telefoniczną. Po akcji spłynięcia zakończonej sukcesem, skorumpowaniu sprzętu stalowymi linami za mostem w Nowym Dworze (Nick) oraz umieszczeniu Oddziału w busiku, przywitało nas rozpromienione słoneczko, a w "Kownatki Beer Center" ciepła micha, ledwo ciepły Michał Makówka oraz gorące brawa leniwców, którzy zarządzali akcją przez stałe łącze grillowe. Tak rozpoczął się ostatni, piękny wieczór integracyjny, którego jednym z bohaterów był nasz informatyk Siergiej, próbujący z-hackować (przyp. red. dla osób niezwiązanych z branżą: włamać się) dla przez 3 godziny własny domek, z powodu skończenia się ważności klucza do zamka, poprzez jego złamanie. Swój ślad w życie ośrodka wniósł Michał Makówka, który urywającym się zderzakiem swojego mało opancerzonego małego, czarnego wehikułu przeorał połowę ośrodkowego trawnika. Zderzak został głęboko zakorzeniony w ośrodku. Dnia ostatniego, po wymieceniu domków, niezależna od mikro-busa mikro-częć Imprezowiczów pozwoliła sobie oddalić się w kierunku Warszawy, pozostała część po kolejnej ciężkiej nocy nie do końca wiedziała, w którą stronę płynąć. Tak oto wszyscy dotarli do mety, a nawet i do Warszawy. * * * * * * * * Z fajniejszych momentów, które odcisnęły piętno na moim życiu, był załadunek do autokaru po zakończonym etapie. Marta zapytała, czemu mam taka głupią minę, stoję przy drzwiach i nie wsiadam do autokaru... nie mogłem wsiąść, gdyż ten wturlał się na lekko pochyłym terenie na moją stopę - od tamtej pory szybciej pływam żabką. _______________________ Jury w składzie wskazującym na czynny udział w Imprezie przyznały ex aeqo: Dwie ważki grillowane: - Siergiejowi za złamanie ważnego klucza, będącego przepustką do jego ostatniego noclegu oraz - Michałowi Makówce za pozostawienie znacznej części swojego pojazdu na trawniku, poprzez jego zahaczenie o nieprzystrzyżoną kępkę i urwanie . Jeżeli Uczestnicy, bądź osoby obserwujące nasze dziwne zachowanie z zewnątrz mają inne propozycje przyznania ważek grillowanych za nieznane dotychczas bądź nieujawniane czyny innych Uczestników - proszę o zgłaszanie kandydatur. Andrzej Szwed _______________________ Zdjęcia dzięki ciężkiej pracy i uprzejmości Michała Makówki oraz Tadeusza Koreckiego |
||||
![]() |
||||
ostatnia aktualizacja: 11.10.2004 Andrzej Szwed |
||||