![]() |
![]() |
||
![]() |
![]() |
|
|
![]() _______________________ Relacja z Omulwii Imprezka w dniach 19-21 września była kolejną, drugą z serii zakończenia sezonu "Epilog 2003". Zorganizowana dla wytrawnych kajakarzy z od dawna pływającego z nami NBP, od samego początku biegła dwutorowo: * jednym torem biegli kajakarze - autokarem wyruszonym spod siedziby firmy, * drugim torem sprzęt, spod siedziby Klubu i stanowczo za późno. Pakowanie sprzętu zaczęło się w piątek w okolicach wczesnego popołudnia, pakowanie ludzi do autokaru w okolicach wczesnej godziny osiemnastej, przy czym autokar ruszył prawdopodobnie chwile po zapakowaniu, natomiast sprzęt się pakował i końca nie było widać. Koniec z Szopenem zobaczyliśmy godzinę po wyruszeniu autokaru i tu się okazało, że pomimo to uzyskaliśmy niewielką przewagę: "wjeżdżamy na most" zadzwonił i powiedział Jarek; "zjeżdżamy z mostu" zadzwonił godzinę później... Tymczasem życie na drugim torze biegło wesoło aczkolwiek leniwie, z przyczepą, w porywach do 70 km/h. Na szczęście nie biegło na tyle leniwie, żebyśmy ujrzeli przez prawe okna wschód słońca. Tory się zbiegły w ośrodku "Rusałka" w Warchałach, tuż przed północą (godziną nie kierunkiem, ani biegunem). Dziewiętnaścioro Imprezowiczów hucznie już od trzech godzin smażyło na grillu przeróżne mięska, których resztkami apetycznie nas przywitali. I tak gitarki dwie brzęczały do świtu. W sobotę rano na podstawie stanu wody Kierownictwo musiało podjąć strategiczną decyzję co do zmiany trasy, aby sympatycznych Spływowiczów po ciężkiej nocy nie umieścić w korycie bez wody. Niedzielny etap (Dębowiec - Wesołowo) został rozpoczęty w sobotę, przy czym przesunięcie nastąpiło w dół rzeki. Pominięty został bagnisty odcinek pomiędzy jeziorem Omulew, a jazem w Dębowcu. Tak więc, o godzinie 12 rano, po przetasowaniu i rozdaniu sprzętu, odprawie, sprawdzeniu banderoli, dokonaniu wszelkich możliwych przypasowań uczestników do kajaków jedno i dwu-osobowych, do maszyny mieszającej zostało wrzucone 20 osób, począwszy od Oli i Andrzeja - pilotów, na Szopenie kończąc. Maszyna mełła bardzo dokładnie, powiem więcej - na wylosowanych Uczestnikach (Zdzisiek) nie pozostawiła suchej nitki. W sobotę życie znowu biegło dwutorowo: pierwszy tor korytem rzeki, drugi - Kierowniczy - lądem, aby łatwiej było szukać kajakarzy lub przesuwać 3-krotnie godzinę koryta, aby podano po wyczerpującym etapie ciepły posiłek. Do Imprezy w Wesołowie dołączyła zawodnik lądowy Ribka (Asia) i oczekując, aż woda przyniesie powolne kajaczki, o 18 w sobotę zakończył się pierwszy - "niedzielny" etap. "sobotni" (Omulew - Dębowiec) nigdy na tym spływie nie został rozpoczęty. Po obiadku niektórzy uczestnicy rozbiegli się, do nieprzytomności wykończeni rzeką - po domkach. Pozostała większość postanowiła ponowić integrację na baseniku. TraF chciał, że basen powstał nieoczekiwanie, w miejscu nie do końca do tego przeznaczonym - przed samym wejściem do Domku Snopkowego. Jak wiadomo ludzie najlepiej jednoczą się w warunkach ekstremalnych - takie więc zostały stworzone, co więcej, zasiadające przed sceną Jury oceniało stopień zaradności Jarkowskiej Ekipy, która miała określony czas na opuszczenie Domku. Niedziela rozpoczęła się od samego rana czesaniem przez Leszka lasu z grzybów, które rosły w nim wiadrami. Po niemrawym śniadanku, powolne pakowanie i zdawanie domków zostało zakończone wyjazdem na kolejny etap (Wesołowo - gdzieś poniżej Wielbarku, lecz nie było wiadomo jeszcze rano gdzie). Ekipa pływająca zeszła na wodę, natomiast ja z Ribką w czasie "wolnym" wyrywkowo zbliżaliśmy się do rzeki, w celu kontrolowania, czy spływ przebiega prawidłowo. Wszelkie nieprawidłowości były od ręki korygowane (tu zapraszam na Galere po 3 października - pojawią się nowe fotki z błyskawicznego korygowania nieprawidłowości, jakich dopuściła się Pilotka Oleńka w parze z Pilotem Andrzejem). Korekta położenia Oli była natychmiastowa: po jej zlokalizowaniu oraz ustaleniu położenia kajaka, położenie Oli zostało natychmiast zmienione: Ola została położona w położeniu o klimacie bardziej wilgotnym. Początkowa korekta wymagała kolejnej korekty położenia Oli, w związku z czym Oleńka wróciła do swojego położenia początkowego. Operacja nie pozostawiła na Oli suchej nitki, co było tylko niepożądanym efektem ubocznym. Cała akcja nie zakończyła się jednak w korycie rzeki. Korygując położenie Oli doznałem uszkodzenia palca o bliżej nieokreślony element koryta. Tu z pomocą przyszła mi Ribka, która po nieudanej próbie sforsowania Wielbardzkiej apteki, nie tracąc zimnej krwi zawiozła mnie na opatrzenie rany do szpitala do Szczytna (w tym miejscu gorące podziękowania dla Ribki, za doprowadzenie mnie do końca akcji korekty położeń oraz "serdeczne podziękowania" dla Pani w aptece w Wielbarku, która nie była w stanie otworzyć "lokalu" z powodu przebywania w stanie niedysponowanym... rany...!! musiała być bardziej skorygowana ode mnie.. ale czy przez koryto rzeki?). Jarkowska Grupa Spływaczy posiliła się przy ognisku podczas płynięcia, Grupa Leszka popłynęła w Wielbarku pod prąd Sawicą, zaparkowała w knajpce kajakowej i zamieniła się w grupę zwiedzającą. Jak wjechaliśmy do miasta, zastaliśmy właśnie Agnieszkę z latarnią wracających od ołtarza (zabytkowego). Tymczasem, biorąc pod uwagę zaistniałą aktualnie godzinę, rozproszenie uczestników, jak i wyniki rekonesansu, zostało ustalone miejsce zakończenia etapu: most w Sędrowie. Tam uczestnicy dopłynęli o 18 jedną zwartą grupą, przepakowali się w autokar i uroczyście zakończając Imprezę odjechali do Warszawy. Po oficjalnym zamknięciu Imprezy nastała era jej zakończenia technicznego. Obfitowała w przeróżne wydarzenia, które przeplatały się nieoczekiwanie, ale wszystkie miały na celu jedno: sprawdzić czujność moją i Szopena oraz naszą odporność na nadmierne zagęszczenie zaskakujących zdarzeń losowych - ale nasz zespół zwykł sobie radzić w sytuacjach trudnych. Reasumując: po sprawnym zapakowaniu sprzętu na przyczepę okrążyła nas ciemna noc. Udaliśmy się w drogę powrotną - do ośrodka Rusałka - dokąd przewieźliśmy jednego uczestnika spływu, który zapomniał zabrać stamtąd samochodu :). Ze względu na znikome nasycenie obszaru całodobowymi stacjami benzynowymi, na miejsce dotarliśmy na oparach paliwa. W opuszczonym ośrodku byliśmy najpilniej strzeżonymi grillowiczami w Polsce, gdyż pozostałe domki zostały wypełnione przez uczestników szkolenia jednej z komend policji. Dopiekające się na grillu kiełbaski były chronione przed nami przez ponad pół godziny niezliczoną ilością przelatujących poziomo igieł sosnowych, poderwanych do lotu szkwałami 8B (nie 75B). W tym samym czasie pobliskie jezioro zamieniło się w białą pomarszczoną taflę, na której przy odrobinie fantazji można by ulepić nie jednego bałwana. Po tych przeżyciach weekendowych nadszedł nowy tydzień, który dał nam odespać Imprezę, ale również nas nie oszczędzał. Zaczął się od 800m odcinka dzielącego nas z uczepiona przyczepą załadowaną kajakami od otwartej od rana stacji, na który nam nie wystarczyło już oparów. Po uzupełnieniu zbiornika oparami na resztę trasy, udaliśmy się na poszukiwanie kapelusza pozostawionego przez uczestnika Imprezy w miejscu rozpoczęcia sobotniego "niedzielnego" etapu. W drodze powrotnej do Warszawy minęliśmy się z przelatującym z niekajakową prędkością odłamkiem samochodu ciężarowego, który darował nam życie. Tak sielankową podróż zakończyliśmy pod Klubem przed północą (godziną nie kierunkiem, ani biegunem). Sprzęt został rozpakowany dnia kolejnego (wtorek), co definitywnie zakończyło Epilog 2003 część 2. Andrzej Szwed. _______________________ Przyznane Ważki Zdzisiowi jedna Ważkę za uwieńczoną suxcesem mozolną walkę z odchłania meandrów Omulwi, która męłła go niebotycznie i nie raz: "...ja leżałem dwa razy. raz w tym bagienku a raz pod mostkiem w bagienku wyszedłem na piękną trawkę, która utonęła razem ze mną i potem wyciągałem inne kajaki, bo wszyscy się bali wychodzić na brzeg. A pod mostkiem odepchnąłem się od bala i gwóźdź zaczepił mnie o rękaw i dłoń, więc się odwróciłem i straciłem równowagę. było super." powiedział przememłany przez Omulew Zdzisiek "...Zdzich podpłynął obok kładki po lewej, a tam były belki pomostu pod kątem, pod wodą... no i wysiadł zamiast do góry tylko pod spód kajaka, potem zaczął szukać raków, łowić ryby i zbierać tatarak. Drugi raz to podobno ... odepchnął się od mostku :o)) ale tego nie widziałem." Jarek _______________________ |
|||
![]() |
|||
ostatnia aktualizacja: 3.10.2003 Andrzej Szwed |
|||