NBP, ul. Siedmiogrodzka, godz. 800 - zagrzmiał Prezes ZEZIKa (Załoga Ewidentnie Zakręconych Indywidualistów Kajakowych) Snopek -
"Tylko się mi nie spóźnić !" - huczał. O godzinie 810 grupa
zakontraktowanych uczestników spływu była prawie kompletna. Prawie, bowiem brakowało
tylko jednej osoby ... Szopena z wiosłami.... I tak zaczął się spływ na rzece
Rawce.
820 - Jarek wykonuje pierwszy dyscyplinujący telefon do Szopena i
uzyskuje info, że Szopen jedzie i jest niedaleko tzn na Pl. Konstytucji [ok. 2000m do końca] i
nalezy sie go spodziewać w każdej chwili; 825 - Przewidujący Zdzichu otwiera
pyszne winko. Sącząc je powoli Załoga uważnie obserwuje przejeżdżające samochody w nadziei na dostrzeżenie wioseł, bądź przynajmniej Szopena;
845 - ktoś wysuwa przypuszczenie, że Szopen jedzie maluchem, a trzymanie jedną ręką kierownicy, a drugą - za boczną szybą - wioseł, ułozonych wzdłuż autka stanowi
znaczne utrudnienie w szybkiej jeździe - wszyscy potakują z pełnym zrozumieniem;
850 - winko wypite, a Szopena, jak nie było, tak go nie przybyło;
855 - Lekko zniecierpliwony Zdzichu łaczy się za pomocą komóreczki z Szopenem, w celu ustalenia, czy Szopen nie nabija się z nas za najbliższym zakrętem.
Tymczasem Szopen z niezmąconym spokojem informuje, że własnie ... dochodzi (sic!) do
Hotelu Forum (jeszcze 1000m do końca) i dojdzie (sic!) za 2 minuty!!!!! Zdzichu pozazdrościł, sam zaczął dochodzić .... do szewskiej pasji i zakazał Szopenowi dochodzenia w takim tempie. Efekt był taki, że o 920 doszedł ... autokar do podirytowanego niemożnością swojego dojścia - Szopena, wiszącego na piechotę na wiosłach koło Cepeli.